piątek, 19 listopad 2010 10:23

Timmen Cermak - DDA, czyli historia osobista

timmen_cermak_sDr Timmen L. Cermak studiował filozofię na Ohio Wesleyan University, a następnie ukończył studia medyczne w Case Western Reserve Medical School. Po dwóch latach pracy w Indian Health Service, rozpoczął rezydenturę na oddziale psychiatrii w Stanford, gdzie z dr Stephanie Brown stworzył po raz pierwszy grupę terapeutyczną dla dorosłych dzieci alkoholików. W trakcie stypendium habilitacyjnego z neurofizjologii pod kierunkiem dr. Karla Pribrama pełnił obowiązki kierownika oddziału szpitalnego dla osób uzależnionych od alkoholu w szpitalu San Francisco V.A.  Pomagał w tworzeniu National Association for Children of Alcoholics (NACoA), przewodnicząc jej w początkowym okresie działania a potem pełniąc funkcję prezesa zarządu. Obecnie prowadzi prywatną praktykę terapeutyczną w San Francisco i Mill Valley w Kaliforni.

Dr Cermak jest autorem takich książek jak: „A Primer on Adult Children of Alcoholics”, „Diagnosing and Treating Co-dependence”, „A Time to Heal, Evaluating and Treating Adult Children of Alcoholics, and A Time to Heal Workbook” oraz „Marijuana: What’s a Parent to Believe?”.

Timmen Cermak specjalnie dla czytelników „Charakterów”


Książkę „Czas na wyleczenie” napisałem, aby pomóc ludziom zrozumieć rozmaite konsekwencje dorastania w rodzinie alkoholowej; chciałem, żeby przestali się zajmować ranami przeszłości, a skupili na tym, co muszą zrobić dziś, by wyzdrowieć. To ważne, żeby w pełni zaakceptować ból i żal spowodowane chorobą rodziców; ważniejsze jednak, żeby dostrzec, jak bardzo wciąż nas ograniczają życiowe strategie, które w młodości wykorzystywaliśmy do przetrwania w rodzinie alkoholowej. Nie wolno w nieskończoność roztrząsać problemów, trzeba iść do przodu i szukać rozwiązań.

Ludzie często fantazjują na temat swojego leczenia; leczenie jednak ma miejsce tylko wtedy, gdy ludzie mocno stoją na ziemi, świadomi realiów swojego życia. Z tego też nam i naszej rodzinie. Jednak „czas na wyleczenie” przychodzi tylko wtedy, gdy jesteśmy uczciwi wobec zmian, jakich musimy dokonać w naszym codziennym życiu, gdy bierzemy za nie odpowiedzialność.

Celem „Czasu na wyleczenie” jest przemiana poznawania przeszłości w drogę do wyleczenia, a nie stwarzanie okazji do obarczania wszystkich winą za to, co się kiedyś stało. Obarczanie winą rodziców powoduje, że nie jesteśmy w stanie wyrwać się z uścisku przeszłości. Wyleczenie zaczyna się od trzeźwego spojrzenia na przeszłość, które prowadzi nas do zaprzestania oszukiwania samych siebie i skłania do podjęcia leczenia.
Na szczęście jest to droga, którą nie musimy iść samotnie. Razem możemy zrobić to, czego nie jesteśmy w stanie zrobić sami.

Timmen L. Cermak

Rozmowa z Timmenem Cermakiem


- Zrozumienie, że ojciec był alkoholikiem, i pogodzenie się z tym pomogło mi ujrzeć w nowym świetle wiele bolesnych przeżyć. Przełamanie zaprzeczania alkoholizmowi rodziców pomaga DDA trafniej interpretować własne doświadczenia z dzieciństwa – przekonuje Timmen L. Cermak.

Rozmowa ukazała się w magazynie psychologicznym „Charaktery”

cha2011ALEKSANDER KRÓL, PIOTR ŻAK: Jak traktować syndrom DDA: jak chorobę, zaburzenie emocjonalne czy jeszcze inaczej?

TIMMEN L. CERMAK: – Najpierw należy ustalić, co rozumiemy pod pojęciem dorosłego dziecka alkoholika. Mnie służy ono do stwierdzenia faktu, że ktoś ma rodzica, który spełnia kryteria uzależnienia od alkoholu. Nie ma żadnych podstaw, aby traktować syndrom DDA jako zaburzenie, a tym bardziej jako chorobę. To ta część osobistej historii, która odcisnęła swój wyraźny i często bolesny ślad. Niektóre DDA przeżycia pogruchotały. Inne zahartowały jak ostrze miecza. Ogień takiej próby jedne spalił, inne oczyścił. Jednak pogodzenie się z faktem, że któreś z rodziców jest alkoholikiem, stanowi zaledwie mało konkretny punkt wyjścia do zrozumienia czyjejś psychologii. Podam pewną analogię: ludzi, którzy dorastali w Polsce w czasie II wojny światowej, kształtowało co innego niż tych, którzy dorastali w Polsce komunistycznej, a jeszcze inne były doświadczenia dorastających w Polsce postkomunistycznej. Im lepiej zrozumiemy świat, z którego się wywodzimy, tym swobodniej będziemy dążyć do tego, żeby go zmienić.

Czy można samodzielnie zdiagnozować u siebie syndrom DDA, czy też może to zrobić wyłącznie wyspecjalizowany terapeuta?

(ODWIEDŹ ZAKŁADKĘ TESTY)

– Wielu ludzi samodzielnie uświadamia sobie, że ich rodzice są alkoholikami, ale tylko nieliczni są w stanie samodzielnie w pełni zrozumieć skutki uzależnienia. W USA mieliśmy przywilej w postaci programu Al-Anon (bazującego na Dwunastu Krokach Anonimowych Alkoholików), który prowadził DDA do uzdrowienia. Podobnie jak to się dzieje w przypadku zdrowiejących alkoholików, Dwanaście Kroków umożliwia DDA zgłębienie i zrozumienie tego, co się dzieje z ich możliwościami sprawowania kontroli, oraz uświadamia im, czego potrzebują, na czym muszą się oprzeć, aby móc skorzystać z pomocy z zewnątrz. Ważne też jest przebywanie z ludźmi, którzy za sprawą własnych doświadczeń w pełni rozumieją bolesne i gwałtowne zmiany, czyniące tak trudnym życie w rodzinach alkoholowych.

Kiedy widzimy ludzi kiwających ze zrozumieniem głowami, gdy opowiadamy własną historię, często po raz pierwszy czujemy, że nasze dotychczasowe reakcje nie były niczym nadzwyczajnym, że reagowaliśmy w normalny sposób na nienormalne sytuacje. Niestety, „specjaliści” mało doświadczeni w leczeniu uzależnień albo ukrywający własne problemy z alkoholem często niewłaściwie diagnozują DDA. Wiele z nich ma rozpoznane zaburzenia psychiatryczne, co przeszkadza w radzeniu sobie z wysoce stresującymi doświadczeniami, z którymi zupełnie same musiały zmagać się jako dzieci.

Czy syndrom DDA można pomylić z jakimś innym syndromem?

– Bardzo często diagnozuje się DDA na podstawie tego, co widać na pierwszy rzut oka. Wiele z nich jest pełnych lęku – czują się odpowiedzialne za wszelkie niepowodzenia albo ciągle spodziewają się jakiejś katastrofy, więc stosuje się wobec nich terapię zaburzeń lękowych. Wiele jest w depresji – żałują tego, co straciły, gdy rodzic stał się alkoholikiem, albo czego nigdy nie miały, bowiem rodzic zawsze pił, więc leczy się je z powodu zaburzeń depresyjnych. Duża część cierpi na skutek zaburzeń somatycznych spowodowanych stresem; leczą się u internistów, którym po prostu nie przyjdzie do głowy, by skierować je na konsultację psychiatryczną.

W książce Czas na wyleczenie [która w listopadzie 2010 roku ukazała się nakładem Wydawnictwa Charaktery – dop. red.] wskazywał Pan na podobieństwa między syndromem DDA a PTSD, czyli zespołem stresu pourazowego. Czy nadal uważa Pan, że takie zbieżności istnieją?

– Tak, wciąż tak uważam. U wielu DDA wyraźnie występują elementy PTSD, a znaczna część wykazuje pełny zestaw objawów. Po raz pierwszy uświadomiłem sobie to powiązanie we wczesnych latach 80. minionego wieku, kiedy pomagałem tworzyć National Asso- ciation for Children of Alcoholics (www.nacoa.org). Pracowałem wtedy w szpitalu dla weteranów i często diagnozowałem PTSD u ludzi, którzy walczyli w Wietnamie. W tamtym czasie wielu psychiatrów i psychologów wątpiło, czy PTSD występuje u dzieci. Dopiero ważne badania Lenorre Terr nad dziećmi z Chowchilla w Kalifornii, porwanymi i pogrzebanymi żywcem w szkolnym autobusie, ostatecznie udowodniły, że dzieci także doświadczają psychicznego odrętwienia, ponownego przeżywania traumy, hiperczujności i poczucia winy ocalonego, charakterystycznych dla PTSD.

 U DDA można dostrzec wiele symptomów PTSD. Część próbuje odciąć się od swoich uczuć, a nawet wspomnień, po to, aby poradzić sobie ze stresem. Te DDA są najbardziej niechętne badaniu własnej przeszłości. Kontrola jest dla nich wszystkim, a kontrolowanie własnych emocji to ich podstawowa strategia, która ma im pomóc w sprawianiu wrażenia normalnych. Inne są nieustannie zalewane przez emocje, nie potrafią uwolnić się od przeszłości. Większość jest w stanie ciągłej czujności, ponieważ jako dzieci musiały być stale gotowe na to, że gdy rodzice się upiją, na nich spadnie odpowiedzialność za rodzinę, za zapewnienie jej i sobie bezpieczeństwa.

W Polsce niektórzy specjaliści od uzależnień uważają, że ludzie zbyt często wykorzystują syndrom DDA do wytłumaczenia swoich życiowych niepowodzeń. Podziela Pan tę opinię?

– Alkoholizm rodziców może wpływać w różnorodny sposób na ludzkie życie. Etykieta DDA pomaga realistycznie oceniać te wpływy. Mój ojciec był alkoholikiem, ale dopiero trzy lata po rozwodzie rodziców po raz pierwszy usłyszałem to określenie użyte w stosunku do niego. Zrozumienie, że ojciec był chory, i pogodzenie się z tym pomogło mi ujrzeć w nowym świetle wiele związanych z nim bolesnych przeżyć. Nagle jego zniknięcia i niedotrzymywanie obietnic mogłem zinterpretować jako symptomy uzależnienia. Wcześniej błędnie uważałem je za brak troski o mnie. Prawda jest taka, że często był w stanie zamroczenia alkoholowego i po prostu nie pamiętał tego, co obiecał. Nie było w tym nic osobistego.

 To tylko jeden z dowodów na to, że przełamanie zaprzeczania alkoholizmowi rodziców pomaga DDA trafniej interpretować własne doświadczenia z dzieciństwa. Jestem przekonany, że wszyscy zasługujemy na to, by zdobyć informacje potrzebne do nadania naszym doświadczeniom sensu. Oczywiście, jeśli ludzie nie są gotowi, by wziąć odpowiedzialność za własne życie, mogą wykorzystywać alkoholizm swoich rodziców jako wymówkę. Nawet wiedza, że skłonność do alkoholizmu ma genetyczne podłoże i może być wrodzona, jest mieczem obosiecznym. Niektóre DDA wykorzystają ją do zmniejszenia ryzyka nadużywania alkoholu przez nie same, podczas gdy inne poddadzą się i uznają, że są skazane na porażkę.

Czy dostrzega Pan zmiany w stosunku samych DDA do swojego stanu? Czy są bardziej świadome tego, co się z nimi dzieje i chętniej szukają pomocy, czy też niewiele się zmieniło od czasów napisania przez Pana Czasu na wyleczenie?

– W Stanach Zjednoczonych DDA przeszły wyraźną ewolucję. W latach 80. minionego wieku nadeszła potężna fala zainteresowania problemem DDA. W tamtym czasie sprawiała wrażenie wręcz mody. Na mityngi Dwunastu Kroków i do gabinetów terapeutów przychodziły tłumy ludzi, którzy do tej pory nigdy nie mówili o swoich stłumionych uczuciach. To był ekscytujący okres. Brakowało jednak tradycji leczenia. Wiele DDA zmagało się z problemami i nie znajdowało sposobów na poradzenie sobie z nimi.

Po pierwsze, te, które przepracowały Dwanaście Kroków i/albo skorzystały z profesjonalnej terapii, koncentrowały się raczej na aktualnych trudnościach niż na źródłach swoich problemów. Z czasem jednak zaczęły tworzyć mocną tradycję leczenia. Po drugie, poważnie chore DDA – cierpią przecież na schizofrenię, zaburzenia dwubiegunowe, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne czy głęboką depresję, które mogą nie mieć żadnego związku z syndromem DDA – były stopniowo poddawane bardziej skutecznym kuracjom niż tylko zachęty do „radzenia sobie z problemami DDA”.

Dzisiaj w USA istnieje National Association for Children of Alcoholics, które od ponad 25 lat zabiera głos w imieniu tej części społeczeństwa. Szacuje się, że obecnie 28,6 miliona Amerykanów to dzieci alkoholików, w tym 11 milionów nie ukończyło jeszcze 20. roku życia. Dzisiaj wiemy, że w porównaniu z innymi grupami społecznymi, właśnie oni są najbardziej narażeni na to, że sami staną się alkoholikami. NaCoA wciąż kładzie nacisk na to, aby jak najwięcej uwagi poświęcać najmłodszym dzieciom alkoholików. Ta wstępna fala zainteresowania jednak minęła i prawda jest taka, że tylko nieliczne programy leczenia uzależnień proponują coś nowego dla DDA.

Ubezpieczyciele nie widzą potrzeby leczenia DDA. Podstawowe obszary, w których istnieje świadomość problemów DDA, to programy Dwunastu Kroków, np. Al-Anon, National Asso- ciation for Children of Alcoholics czy ci terapeuci uzależnień, którzy szczególnie interesują się sprawami rodzin.

Czy każde DDA może mieć nadzieję na to, że powróci do normalnego życia?

– Wiele mityngów Al-Anon rozpoczyna się od słów: „Nie ma sytuacji na tyle złej, żeby nie można było jej poprawić, ani nieszczęścia na tyle wielkiego, żeby nie można było go zmniejszyć. Nie ma sytuacji kompletnie beznadziejnych, więc można znaleźć zadowolenie, a nawet szczęście bez względu na to, czy alkoholik wciąż pije, czy też nie”. Zdrowienie daje nadzieję każdemu. Nie wolno jednak myśleć, że wyzdrowienie przyjdzie bez wytężonej pracy. Ono jest naprawdę „ciężko wypracowanym cudem”.

Dziękujemy za rozmowę.