Dziś jest: środa, 17 grudnia 2014
Naszą witrynę przegląda teraz 32 gości 
Strona główna Czas na wyleczenie - przewodnik
890
DDA
DWANAŚCIE KROKÓW
1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
Reklama
DWANAŚCIE TRADYCJI
1. Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików.
STATYSTYKI ODWIEDZIN
mod_vvisit_counterOdwiedziny dziś1328
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzających1226444

czwartek, 02 grudnia 2010 07:57

Złość ma swoje dobre strony

Oceń artykuł
(4 Głosów)
Dla DDA złość jest czymś niedobrym, czego trzeba unikać, nie pozwalać, aby się ujawniła. DDA nie zdają sobie sprawy z tego, że może ona dawać energię do zmiany, do przywrócenia porządku, do rozstania się z tym, co złe i szkodliwe.

Złość to pierwotne uczucie. Jest sygnałem, że wokół nas dzieje się coś niedobrego, co należy natychmiast zmienić. Pojawia się w najprzeróżniejszych sytuacjach: gdy jesteśmy głodni lub zmęczeni, gdy ktoś atakuje bliską nam osobę, gdy zarzuca się nam brak troski o najbliższych, gdy czujemy się skrzywdzeni lub niesłusznie oskarżani. Złość przygotowuje nasze ciało do obrony siebie lub kogoś bliskiego, do obrony własnej godności.

Wielu DDA złość kojarzy się z agresją, awanturami, zachowaniem poniżającym godność człowieka. Nauczyli się więc nie reagować złością. Czy jednak jej nie przeżywają? Uczucie złości to swoisty sprzeciw wobec tego, co się dzieje. Towarzyszą mu myśli typu: „Tak nie wolno!”, „On nie powinien tak robić!”, „To niesprawiedliwe!”. Z tego sprzeciwu wyrasta zwykle chęć zrobienia czegoś, często gwałtownego i radykalnego, co uniemożliwi dalsze łamanie praw, reguł, wartości, które zostały naruszone.

Czasami jednak takim działaniom towarzyszy naruszenie godności drugiego człowieka czy reguł grzeczności wobec niego. Zwłaszcza, gdy przybierają one postać wyzwisk, bicia, czy szarpania. Ale można też używać swojej złości bez agresji, bez naruszania czyichś granic. Tak dzieje się wtedy, gdy denerwuje nas zachowanie danej osoby, a my asertywnie jej o tym mówimy, np.: „Drażni mnie, gdy podnosisz na mnie głos”. Jeśli ona nie przestaje zachowywać się w irytujący nas sposób, zachowujemy się zdecydowanie: „Dość tego! Przestań na mnie krzyczeć!”. Gdy i to nie pomoże, możemy posunąć się nawet do szantażu: „Jeśli nie przestaniesz na mnie krzyczeć, to ja stąd wychodzę!”. Jeśli awantura trwa, wprowadzamy słowa w czyn.

Dziecko w rodzinie alkoholowej w wielu sytuacjach może przeżywać złość i nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. Czasami złości się, bo nikogo nie ma w domu, a czasami, bo ktoś jest i znowu nie będzie spokoju. Złości się, bo powinno odrabiać lekcje, a nie może się skupić, gdy zza ściany dochodzą gwałtowne krzyki. Złości się, bo ojciec wyżywa się na matce, bo toczy się kolejna awantura, która do niczego nie prowadzi. Zazwyczaj obiektem złości jest pijący rodzic, bo w domu utarło się myśleć i mówić, że to on ponosi za wszystko winę: „Gdyby nie pił, życie byłoby inne”.

Złość budzą jednak także zapracowane, wiecznie nieobecne matki, które usprawiedliwiają swoją niedolę życiową i tkwienie w beznadziejnym związku tym, że „przecież dzieci muszą mieć ojca”. Początkowo dziecko nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że kieruje swoją złość na matkę. Niepijąca matka jest dla niego wciąż źródłem opieki i wsparcia, od niej oczekuje zaspokojenia swoich najważniejszych potrzeb. Gdy jednak nie podejmuje ona radykalnych kroków, które odmieniłyby życie na lepsze, dziecko ma jej za złe, że biernie godzi się na jawną krzywdę i uważa takie zachowanie za przejaw nielojalności wobec niego. To budzi gniew i złość. Pisze o tym Paulina: „Mam ostatnio problem ze złością na ojca (alkoholika), a nawet na mamę. Gdy przyjeżdżam do domu, jestem tak wkurzona, że nie mogę nawet przebywać z ojcem w jednym pokoju, mam ochotę wrzasnąć”.

Jednak – jak wielu DDA – Paulina nie okazuje złości: „Wypracowałam w sobie mechanizm nieodzywania się do ojca, gdy nie jest to konieczne, nie mam ochoty na jakikolwiek kontakt z nim, więc nawet wykrzyczenie tego, o co mam do niego żal, nie wchodzi w grę. To jest taka »słabość«, do której »nie mogę się przyznać«”.

Wiele DDA uważa okazywanie złości za dowód własnej słabości. Takiego myślenia nauczyło ich obserwowanie bezsensownych z pozoru ataków wściekłości alkoholika czy awantur między rodzicami. Tymczasem w takich scysjach członkowie rodziny alkoholowej nie tyle walczą o przywrócenie jakiegoś porządku, co wykorzystują złość i agresję, by odreagować część napięcia nagromadzonego w domowej atmosferze. Nikt nie spodziewa się tak naprawdę, że po kłótni alkoholik przestanie pić, a w domu wszystko będzie tak, jak być powinno, ale wszyscy wiedzą, że po kłótni doznają swego rodzaju ulgi i chwilowego uwolnienia od trudnych napięć, jakie czują na co dzień.

W domach rodzinnych DDA nauczyły się też instrumentalnego wykorzystywania złości, po to, by wzbudzić strach, by zostać samym, by poczuć, że się jest dla kogoś ważnym. Wiele DDA ma podobne doświadczenia ze złością jak Aga: „W domu nie rozmawialiśmy o uczuciach, o palącym wstydzie, o niesprawiedliwości, o złości i nienawiści, o niepewności i lęku. Przez wiele lat jedynymi sytuacjami, w których informowałam ojca o moich uczuciach do niego, były kłótnie. Działo się to przeważnie wtedy, gdy był pijany. Wyzwalało to najgorsze uczucia. Na takie zasługiwał i można się było wtedy wyżyć bez wyrzutów. Sprawa się komplikowała, gdy był trzeźwy. Wtedy nie było to już proste, było bolesne. Miałam poczucie, że go krzywdzę, że jestem podła, że nie mam prawa do takich złych uczuć. Nie potrafiłam ich wyrażać nawet w relacji z mamą. Myślę, że w dużej mierze nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mi jest, no i przede wszystkim, czy mogłam się złościć na zachowanie osoby, która starała się być najlepszą mamą i miała stałe zastępstwo za ojca? Oczywiście, że nie. Robiła wszystko, żeby nam niczego nie brakowało.

Mieliśmy poczucie, że przy mamie nic złego nas nie spotka, że poradzi sobie z każdą sytuacją. W pewnym momencie zapomnieliśmy o tym, że jest człowiekiem i że tryb życia, jaki prowadziła, to, że się nie oszczędzała, nie dbała o swoje zdrowie, pozostawia ślad. Przypomnieliśmy sobie o tym, kiedy zmarła po drugim wylewie. [...] W domu też nie można było płakać. Denerwowało to mamę, gdy bez powodu nagle zaczynałam szlochać. Denerwowało to też ojca i jak był trzeźwy, robił niemiłe komentarze, po których czułam się jak odmieniec. Kiedyś płacz był dla mnie oznaką słabości, na którą nie mogłam sobie pozwolić. Teraz daję sobie prawo do tego, by być słabą i płakać.

Na terapii zrozumiałam, że nie umiem wyrażać uczuć negatywnych i pozytywnych, a szczególnie, gdy dotyczą one jednej osoby. Dowiedziałam się też, że buduję wokół siebie mur, nie dopuszczam ludzi blisko siebie, choć bardzo potrzebuję kontaktu i bliskości. [...] Tam, gdzie mogło być coś dobrego dla mnie, szukałam podejrzliwie podstępu i byłam zdziwiona, gdy go tam nie było”.

List Agi pokazuje, że złość jest wszechobecna w życiu DDA i łatwo sprowokować jej wybuch. Zwykle ofiarą złości staje się ktoś, wobec kogo najłatwiej ją wyrazić (np. wobec pijanego, dziecka), a nie ten, kto jest jej przyczyną (np. bierna matka). Przyczyną takiego ukierunkowania złości może też być to, że w rodzinach alkoholowych po prostu nie mówi się o pewnych sprawach (np. o alkoholizmie ojca) albo nie wolno wyrażać pewnych uczuć (np. żalu do matki, frustracji z powodu niemożności wywiązania się z obowiązków, itp.). W rezultacie łatwo stać się ofiarą własnej złości, tak jak Aga – zamknięta w sobie, unikająca kontaktów z ludźmi, bez przyjaciół.

Trudno się zatem dziwić, że DDA często lękiem reagują na złość, zwłaszcza gdy nie wiedzą, jak sobie z nią poradzić. Boją się też czyjejś złości, bo doświadczenie mówi im, że pod jej wpływem ludzie stają się agresywni, a czasami nawet nieobliczalni. Zwykle kiedy pojawia się złość, DDA przeżywają mieszankę uczuć i myśli trudnych do zniesienia, podobnych do tego, co opisuje Asia: „Czuję taką złość! Gdybym tylko mogła... Chciałabym zniknąć. To całe życie takie trudne. Kiedy już mi się wydaje, że coś kumam – nagle zwykła, ta najtrudniejsza codzienność, kłótnia o nic. I znów chcę rwać włosy z głowy i krzyczeć: »Nienawidzę cię Asia! Za to, że nic ci nie wychodzi! Halo! Pomocy! Nie wytrzymam już!«. Często miewam zmienne nastroje, jakieś dziwne ataki złości, lęku, itp. A potem nie czuję zupełnie nic... Męczy mnie to strasznie”.

Niewyrażona, stłumiona złość uderza w same DDA, odbiera im energię, dręczy – jak to określa autor jednego z listów – „chorymi myślami, które zawsze obierają jakiś trudny, często wyimaginowany kierunek... [...] Potem, kiedy mi przechodzi, chce mi się wyć z bezsilności...”. Odreagowują ją na sobie, na bliskich, na ukochanym psie. Pogrążają się w smutku, beznadziejności, czasami nawet w depresji. Myślą, że złość jest destrukcyjna i nie należy jej okazywać, bo nic dobrego z tego nie wyniknie, że jeśli ją okażą, to wszystko potoczy się znacznie gorzej, dojdzie do wybuchu i nikt już nie będzie panował nad sytuacją. Niektóre DDA uważają, iż skoro odczuwają złość, to są złymi ludźmi: „Jakby tkwił we mnie diabeł”, „Jeśli się złoszczę, to staję się taki jak moi rodzice. Nie chcę być taki jak oni”.

Często dopiero w trakcie terapii DDA odkrywają, jak wielkie są pokłady ich złości. Pisze o tym Maja: „W moim życiu jest mnóstwo ukrytego gniewu, skierowanego do moich rodziców. O to, że nie byłam dla nich najważniejsza, że nie potrafili mnie zaakceptować, że »ryby i dzieci«..., że wciąż są ze mnie niezadowoleni, bo nie spełniłam ich oczekiwań, choć nie wiem, co to znaczy. Nie pozwalali mi na wyrażanie swoich emocji, miałam być zawsze najlepsza, uśmiechnięta. Złość – absolutnie! »Złoszczą się niegrzeczne dziewczynki«. Nie umiem sobie z tym gniewem i złością poradzić, bo jej źródłem są najbardziej kochane przeze mnie osoby”.

Dobrze jest odczuwać złość, bo ona daje nam siłę i determinację do tego, by walczyć o to, co dla nas ważne, by przywracać porządek tam, gdzie został zburzony. Jest źródłem wielkiej mocy. Pod jej wpływem człowiek jest w stanie pokonać silniejszego od siebie napastnika, przetrwać w najgorszych nawet sytuacjach i zwyciężyć, czerpiąc siłę z wiary, że to on ma rację.

Im większa jest złość, tym prawdopodobnie mocniejsze było w przeszłości zranienie. Daje ona jednak impuls do oczyszczenia rany, nawet jeśli jest to bardzo bolesne. A to oznacza, że złość może być konstruktywnym uczuciem, które da się wykorzystać do obrony siebie, a nie przeciwko innym.

Konstruktywne wykorzystanie złości jest jedną z umiejętności społecznych. Stwarza możliwości zmiany otoczenia, siebie, wspomnień. Powoduje przypływ mocy i daje poczucie sprawczości. Trudno się jednak tego nauczyć z książek. Najlepszą szkołą są realne sytuacje, kontakty z ludźmi – warto podpatrywać tych, którzy potrafią konstruktywnie się złościć. Tych umiejętności można się też nauczyć na treningach asertywności, umiejętności społecznych, czy radzenia sobie ze złością. Takie zajęcia organizowane są przez wiele placówek psychoterapeutycznych.

Po terapii DDA czują siłę do tego, by rozluźnić swoje związki z raniącymi je ludźmi, by podjąć wyzwania, których wcześniej się bały, by stawać w obronie swoich praw i dbać o własne sprawy. Bo w złości ukryta jest moc, a od nas zależy, jak ją wykorzystamy – konstruktywnie czy destrukcyjnie.
Marzenna Kucińska


Komentarze (1)

Zapisz sie do RRS feed tego komentarza
...
0
qWRWRTDFGQWEEWFQEFRT22RWFqdwdqdqawdqdwqdq
QWR , grudzień 19, 2013

Napisz Komentarz

smaller | bigger

busy
TOP
FORUM
SKLEP

Czas na wyleczenie
Przewodnik

CENA PROMOCYJNA!
33 zł teraz tylko 25 zł

kup_teraz


Czas na wyleczenie
Podręcznik

CENA PROMOCYJNA!
35 zł teraz tylko 27 zł

kup_teraz

 

Facebook

Nasze strony:

2010-2011 (c) www.dda.charaktery.eu

redakcja | reklama | prenumerata | forum | blogi | sklep