Dziś jest: poniedziałek, 22 September 2014
Naszą witrynę przegląda teraz 24 gości 
Strona główna Czas na wyleczenie - przewodnik
890
DDA
DWANAŚCIE KROKÓW
1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
Reklama
DWANAŚCIE TRADYCJI
1. Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików.
STATYSTYKI ODWIEDZIN
mod_vvisit_counterOdwiedziny dziś1433
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzających1062682

poniedziałek, 29 listopada 2010 08:54

Dom bez ścian, dzieci bez rodziców

Oceń artykuł
(2 Głosów)
Dziecko w rodzinie alkoholowej – pozbawione aprobaty i wsparcia – musi wykształcić strukturę JA będącą źródłem zaburzeń i dysfunkcji.

Kiedy w rodzinie alkoholowej pojawia się dziecko, zwykle pojawia się również nadzieja na zmianę. Niestety partner osoby pijącej szybko przekonuje się, że spoczywa na nim nie tylko obowiązek wychowania dziecka, ale i wszelkie inne obowiązki domowe, a nierzadko również finansowe utrzymanie powiększonej rodziny. W takich okolicznościach musi skoncentrować swoje wysiłki na wszystkich tych sprawach, którymi w innych rodzinach zazwyczaj zajmują się dwie osoby.
Powszechnie wiadomo, iż rozwijające się dziecko potrzebuje częstego kontaktu z rodzicami. Jednak niewielu z nas uświadamia sobie, że dziecko, którego rodzic pije, ma go o połowę mniej: mniej czasu spędzanego w kontakcie fizycznym, na zabawie, czytaniu książek czy spacerze; mniej czasu na obserwację bliskiej dorosłej osoby, podczas którego tak wiele dzieci się uczą; mniej rozmów i bliskości. Jest to rodzaj zaniedbania emocjonalnego, które pojawia się niezależnie od tego, że matka i ojciec mogą bardzo kochać dziecko. Gdy taki siedmiolatek idzie do szkoły, może mieć mniej umiejętności interpersonalnych niż jego rówieśnicy, bo znacznie mniej czasu niż oni spędzał w bezpośrednim kontakcie ze swoimi rodzicami.

Niektórzy nie mają doświadczeń w kontaktach z rodzicami w ogóle albo prawie w ogóle. Mówią na przykład: „Ojca prawie nie pamiętam. Zwykle pił z kolegami poza domem lub spał pijany. Mama pracowała w sklepie od świtu do zmroku – i też jej nie było”. Inni opowiadają o dzieciństwie u babci czy cioci, a nawet w domu dziecka. Wiele osób spędzało czas w szkole lub na podwórku, ucząc się praw rządzących światem społecznym od sąsiadów, nauczycieli bądź kolegów.

Ale ważny jest nie tylko wspólnie spędzany czas, lecz również jakość tego kontaktu, czyli stosunek rodziców do dziecka. Zależność między naszym myśleniem o sobie a stosunkiem matki i ojca do nas, gdy byliśmy dziećmi, opisał Carl Rogers. Jego zdaniem, dla kształtowania się poczucia wewnętrznego JA istotny jest właśnie stosunek rodziców do dziecka, a zwłaszcza okazywanie przez nich aprobaty i wsparcia. Dzięki temu dziecko uczy się aprobować to, jakie jest, i włączać nowe doświadczenia siebie w obręb JA. Pochwały ze strony matki i ojca stają się podstawą jego poczucia własnej wartości. Gdy rodzice chwalą dziecko, za to co robi, pojawia się zgodność doświadczenia z JA i poczucie wewnętrznej spójności. A poczucie wewnętrznej spójności i posiadanie pozytywnego wizerunku siebie to – według Rogersa – dwie składowe silnej tożsamości.

Co się dzieje z dzieckiem wychowywanym w rodzinie alkoholowej, które często nie doświadcza aprobaty i wsparcia ze strony rodziców? Jego potrzeby są zazwyczaj niezauważane lub ograniczane do podstawowych, ponieważ innych nikt nie ma czasu zauważyć. Dziecko słyszy, że musi być samodzielne, musi pomagać mamusi i tatusiowi, którym jest ciężko. Dobrze byłoby również, gdyby zbyt wiele nie potrzebowało, gdyż inne sprawy i potrzeby rodziny są ważniejsze. I najlepiej niech nie mówi o swoich potrzebach, bo przecież mama zadba o nie na tyle, na ile zdoła. A jeśli usłyszy, że syn albo córka potrzebuje więcej, niż ona może dać, będzie jej przykro. Dziecko wychowujące się w rodzinie alkoholowej uczy się zatem ignorowania własnych potrzeb, nie nabywa umiejętności ich rozpoznawania i zaspokajania – zwykle przechodzi subtelny trening w rozpoznawaniu i zaspokajaniu potrzeb swoich rodziców. Wysłuchuje ich zwierzeń i problemów, pomaga w obowiązkach domowych, rozwiązuje sytuacje kryzysowe: „Tylko ja potrafiłam go uspokoić. Mówiłam mamie, by zabrała dzieciaki i zamknęła drzwi. Bałam się strasznie, bo bywał bardzo agresywny, ale potrafiłam z nim rozmawiać jakoś tak, że pomarudził i kładł się spać”.

Pierwotne treści zawarte w naszym wewnętrznym obrazie siebie są wynikiem tego, jak doświadczamy siebie i jak jesteśmy traktowani przez rodziców. Dziecko nieakceptowane, niezauważane czy krzywdzone doświadcza siebie jako człowieka cierpiącego z powodu zaniedbań i krzywd, opuszczonego i bezwartościowego. W taki też sposób zaczyna myśleć o sobie i tak się czuje, gdy pozostaje samo z sobą (np. jestem bezradny, głupi, bezwartościowy, niczego nie potrafię). Ponieważ żadne dziecko nie jest w rzeczywistości głupie, bezwartościowe i pozbawione możliwości rozwoju, pojawia się niespójność pomiędzy JA a doświadczeniami, które dowodzą jego zaradności, posiadanych umiejętności czy wrodzonych zdolności. Jednakże ta część JA w obliczu wewnętrznego konfliktu (Jaki jestem naprawdę: taki, jak mówią rodzice, czy taki, jak się zachowuję?) pozostaje ukryta w nieświadomości.
Utrwaleniu takiego fałszywego obrazu JA sprzyja również reguła zaprzeczania, charakterystyczna dla systemu rodziny alkoholowej. Alkoholik zaprzecza swojemu uzależnieniu, a jego partner nie przyznaje się, że nie radzi sobie z sytuacją picia małżonka – więc dziecko otrzymuje przekaz: „To nieprawda, co widzisz, myślisz i czujesz”. Wielokrotnie widzi pijanego ojca i słyszy, jak matka mówi na przykład: „On jest chory”, „Jest zmęczony” albo „Dobrze się bawi”. Dostrzega, że matka jest zła, ale ona uparcie twierdzi, że to tylko zmęczenie: „Ja zła?! Jakbyś ty cały dzień przestał na nogach, a potem musiał się użerać z pijakiem, też byłbyś zmęczony!”. Dziecko przestaje zatem dawać wiarę swoim zmysłom, bo wielokrotnie mówiono mu, że było inaczej, niż słyszał, widział i czuł. Brak zaufania do własnego postrzegania może po latach sprawiać, że DDA jako jedyni nie będą pewni, czy od kogoś czuć alkohol, czy prawidłowo rozpoznają stan emocjonalny drugiej osoby.

Reguła zaprzeczania znajduje również zastosowanie w świecie wewnętrznym: myśli i uczuć. Kiedy dziecko z rodziny alkoholowej pozwoli sobie na wyrażenie swoich gwałtownych uczuć, mówiąc na przykład: „Nienawidzę go” – zwykle słyszy: „Nie wolno ci tak mówić. To twój ojciec. Ojca należy kochać”. A kiedy rozpacza, bo zostało skarcone „za nic”, matka wspiera go słowami: „Tak naprawdę tatuś cię kocha, chce żebyś wyrósł na dobrego człowieka”.

Jeśli dziecko nauczy się nie ufać sobie, czyli temu, co postrzega, odczuwa i myśli – traci wewnętrzne punkty orientacyjne i zaczyna kierować się czymś lub kimś zewnętrznym. Będzie to niepijący rodzic, religia, inni ludzie albo cokolwiek, od czego można się uzależnić.

Wytworzenie więzi z matką i ojcem, przeżycie pierwotnej zależności, w której zostaną zaspokojone potrzeby dziecka, a która go nie zniewoli, lecz pozwoli się rozwinąć – jest bardzo silną potrzebą. Zwykle dziecko związuje się silniej z jednym z rodziców. W rodzinach alkoholowych w naturalny sposób spędza ono więcej czasu z niepijącym rodzicem. To on lepiej rozumie i zaspokaja jego potrzeby. Zdarza się jednak dość często, że dziecko związuje się mocniej z rodzicem pijącym, jako bardziej przewidywalnym i mniej raniącym. Niepijący może reagować na kryzys rodzinny ciągłą złością, przelewaną na domowników. A usiłując utrzymać pod kontrolą sytuację rodzinną, nierzadko odwoływać się będzie do manipulacji emocjami i zachowaniami dzieci: „Jak możesz mi to robić?! Chcesz mnie do grobu wpędzić! Lekarz powiedział, że nie mogę się denerwować”.

Czasem zdarza się tak, że dziecko nie może wytworzyć realnej więzi z żadnym z rodziców, gdyż oboje są zbyt nieobecni lub raniący. Wówczas idealizuje sobie jedno z nich i wytwarza taką wyobrażoną więź z wyidealizowanym obiektem. Oto opisy pijących rodziców, zaniedbujących swe dzieci, do późnej starości domagających się, by życie dzieci kręciło się wokół nich: „Moja matka jest wspaniałą osobą. Zawsze nas kochała i chciała dla nas jak najlepiej. Właściwie poświęciła dla nas swoje życie. Jej było trudniej niż nam”; „Ojciec był cudowny, zabierał mnie do teatru i uczył słuchać muzyki. Dzięki niemu poznałam wiele sławnych osób. Czytał mi książki, bawiliśmy się razem”.
Więzi, które udaje się stworzyć z rodzicami w rodzinie alkoholowej przypominaj huśtawkę: bardzo blisko – bardzo daleko. Rodzic, gdy sam potrzebuje bliskości, powierza dziecku swoje problemy i tajemnice, nie zawsze adekwatne do jego wieku. Gdy nie potrzebuje bliskości, wyznacza granicę – „Dzieci i ryby głosu nie mają”, „Nie pyskuj” – nie licząc się z potrzebami syna czy córki. A takie sytuacje uczą dziecko nieprzewidywalności w relacji z rodzicami i tego, że w bliskości łatwiej zranić. Otwartość, zaufanie i bliskość stają się jedynie instrumentami do zaspokojenia cudzych potrzeb, nie są zaś sposobem na zbudowanie bliskiego związku.

Zgodnie z koncepcją Rogersa, dziecko w rodzinie alkoholowej – pozbawione aprobaty, wsparcia i realnych informacji na temat tego, jakie jest – musi wykształcić strukturę JA będącą źródłem zaburzeń i dysfunkcji. Po pierwsze dlatego, że brak jest podstaw kształtujących poczucie własnej wartości lub tworzone są podstawy do negatywnej samooceny, niezgodnej z rzeczywistym obrazem dziecka. Po drugie, pojawia się rozbieżności pomiędzy JA a doświadczeniem, a istotna część realnego doświadczania JA pozostaje w nieświadomości. Po trzecie, następuje zniekształcenie i niespójność obrazu siebie, będąca źródłem ciągłego niepokoju i dysonansu. I wreszcie po czwarte, następuje zablokowanie lub utrudnienie rozwoju JA, ze względu na niedopuszczanie do świadomości ważnych doświadczeń tegoż JA (np. przeżywania złości, zazdrości czy lęku).

Dziecko wzrastające w chaotycznych regułach rodziny alkoholowej uczy się nie mówić o sobie, o swoich potrzebach i o tym, co dzieje się w domu. A po doświadczeniach w pierwotnych relacjach, Dorosłe Dzieci Alkoholików starają się nie ufać nikomu. Ich wewnętrzna tożsamość zbudowana jest wokół tego, jacy powinni być, gdyż jacy są – nie wiedzą. Czasem spotykają kogoś, kto wydaje się dawać szansę na prawdziwie bliski związek, w którym możliwe będą pełna akceptacja i bezwarunkowa miłość. Ponieważ DDA nie potrafi budować bliskości i związku, zatraca się w nim bezgranicznie, ujawniając dziecięce – wyparte wcześniej – emocje i pragnienia.
Andrzej ma 30 lat, dobrą pracę i własne mieszkanie. Przełożeni go cenią, a podwładni lubią, gdyż jest sprawiedliwy, kompetentny i pracowity. Jedynym jego problemem są związki z kobietami. Chciałby założyć rodzinę, ale wciąż wybiera niewłaściwe kobiety: pijące, bez pracy albo zdradzające swych partnerów. Tak naprawdę pogardza nimi, ale mimo to „pakuje się” w romans za romansem. Jest miło, póki ma poczucie, że nie zależy mu na kobiecie. Sytuacja zmienia się po mniej więcej trzech miesiącach. Ku swemu zaskoczeniu, Andrzej zawsze angażuje się mocno. Kiedy nie ma przy nim kobiety, którą darzy uczuciem, czuje się opuszczony, zaniedbany i zdradzany. Zaczyna robić jej wymówki. Potem codziennością są prowokowane przez niego kłótnie. W końcu kobieta odchodzi, a on powoli – cierpiąc, ale i czując ulgę – wraca do równowagi emocjonalnej.
Andrzej dorastał w rodzinie, w której ojciec nadużywał alkoholu. Ktoś zapyta: a co to ma wspólnego z jego perypetiami miłosnymi? Otóż w swojej rodzinie Andrzej czuł się podobnie. Kiedy ojciec pił, matka czyniła z syna swojego powiernika i sojusznika. Buntowała go przeciwko zaniedbującemu ją mężowi. Ale ojciec przestawał pić, a wówczas matka nie potrzebowała już syna. W rozmowach z mężem zdradzała tajemnice powierzone jej przez chłopca. Wyjeżdżali – jak zgodne małżeństwo – na romantyczne weekendy. Ciągle gdzieś wychodzili. Andrzej czuł się oszukany i opuszczony. A matka wciąż nadskakiwała ojcu i zachowywała się tak, jakby nic się nie stało – syn nie znosił jej takiej. Gdy ojciec pił, Andrzej czuł, że ma matkę, choć ona była nieszczęśliwa.
Marzenna Kucińska




listyikonka______________Z POCZTY:

Próbuję radzić sobie sama

Myślałam, że przeszłość mam już za sobą. Jednak gdy mój mąż zaczął nadużywać alkoholu, zaczęłam mieć koszmary, bałam się, że scenariusz życia mojej mamy zostanie powtórzony. Po roku udałam się do poradni dla osób uzależnionych. Tam dowiedziałam się, że jestem DDA. W ośrodku przeszłam terapię dla współuzależnionych i drugą dla osób nieradzących sobie ze złością. Chciałam pójść na terapię DDA, jednak termin kolidował z moimi zajęciami. Próbuję radzić sobie sama, ale mam problemy ze swoją osobowością. Nie wiem, czego chcę: chcę mieć dziecko, a gdy zbliża się jajeczkowanie, już nie chcę; chcę być sama, a za chwilę nie wyobrażam sobie samotności itd.

Co robić, by to zmienić? Jak pogodzić człowieka, którym jestem na zewnątrz, z tym w środku? Jak w takim stanie żyć, jak zachować normalność? Jak pozbyć się tego smutku, napięcia i strachu? Nie chcę, by wszyscy wiedzieli, że jestem DDA. Boję się, że ludzie zaczną mnie traktować i oceniać inaczej. Nie potrzebuję litości czy wyrozumiałości. Potrzebuję pomocy. Jak sobie z tym radzić? Dziura bezradności pożera mnie coraz bardziej.
Wioletta ze Szczecina

Można z tym żyć

Co za ulga! Nareszcie o tym problemie pisze poważne czasopismo. Już pierwszy artykuł otworzył mi szeroko oczy. To zadziwiające! Wszystko się zgadza! Jakbym czytała o sobie.
Jestem DDA odnoszącym sukcesy. Ale „przeszłam” przez wszystkie wymienione przez autorkę etapy. Oprócz uzależnienia. Być DDA to rzeczywiście niezbyt przyjemne. Nie jestem chyba w najgorszej sytuacji – przecież nie piję. I co z tego? Te wieczne konflikty wewnętrzne, niepokoje i wahania. To jest rzeczywiście koszmar.
Moja matka uciekła od ojca, gdy miałam 10 lat, a mój brat 4. Uciekła, bo się nad nią fizycznie znęcał. Nie wiem dlaczego, ale matka zrobiła sobie wtedy ze mnie koleżankę. Nie powinno się obarczać dzieci takimi problemami. Wystarczyło mi już to, że pod jej nieobecność zajmowałam się bratem i całym domem. Jednocześnie chodziłam przecież do szkoły. Miałam być tym „dobrym dzieckiem”.
Gdy miałam 25 lat, wyszłam za mąż. Teraz już wiem, dlaczego za alkoholika. Scenariusz się powtórzył. Teraz to nie moja matka obrywała, ale ja. Znalazłam jednak siłę, żeby odejść od męża. Byłam wtedy wrakiem człowieka. Pomógł mi znajomy psychiatra. Wytłumaczył, że to nie moja wina – bo oczywiście obwiniałam za wszystko siebie. Zmieniłam pracę. Pracowałam po 10 godzin dziennie. Pojawiły się większe pieniądze, inni ludzie; niedawno uzyskałam pierwszy certyfikat z angielskiego.

Dorosłe Dzieci Alkoholików często odnoszą sukcesy, bo ciężką pracą rekompensują sobie nieudane życie i kompleksy. Nie widzę w tym nic złego – tylko trzeba to robić z umiarem. Na poczucie niższości i niekompetencji znalazłam sposób – czytać. Dużo i wszystko. Im więcej, tym lepiej. Uczyć się i rozwijać.
Niestety, nie mam dobrego kontaktu z matką. Wyczuwam, że wciąż ma do mnie o coś pretensje. Ale to ona boi się porozmawiać. Zachowuje się, jakby była zazdrosna. Nie wiem, o co. Nie czuję nienawiści do ojca – to biedny, słaby człowiek.

Wiem jedno – nie dam się skrzywdzić po raz trzeci. Choćbym miała zostać sama do końca życia. Ból i lęk zostały. Tego nic nie zmieni. Można z tym żyć. Najważniejszy dla mnie jest fakt, że w końcu uświadomiłam to sobie. Myślę, że dam sobie radę bez psychoterapii. Boję się jej.
O DDA powinno się dużo mówić i pisać. Bo to bardzo ważne. Ważne nie tylko dla DDA, lecz również dla osób, które z nimi żyją – pozwoli im lepiej zrozumieć tych ludzi.
Elżbieta z Warszawy

Chcę zrozumieć i pomóc

Zainteresował mnie rozpoczynający się właśnie cykl artykułów dotyczących DDA. Nie ukrywam, że wiążę wielkie nadzieje z tym pomysłem. Od kilku lat w ramach praktyk wakacyjnych uczestniczę w tzw. Oazach – piętnastodniowych rekolekcjach. W każdej grupie oazowej pojawiają się problemy związane z sytuacją w domu. Duża część dzieci doświadcza różnych form patologii, wśród których króluje problem alkoholowy. W ciągu piętnastu dni nikt nie jest w stanie zmienić życia człowieka, czy też naprawić tego, co przez wiele lat było „psute” w domu. Jednak można spróbować zasiać dobre ziarno. Interesuję się psychologią, mam pewną wiedzę z tej dziedziny. Ale w dziedzinie „problemu alkoholowego” nie jest to wiedza pełna i do końca ułożona. Mam nadzieję, że rozpoczynający się cykl pomoże mi lepiej przygotować się na spotkanie z ludźmi, którzy w jakiś sposób związani są z nadużywaniem alkoholu. Aczkolwiek wiem, iż sam przeprowadzać terapii nigdy nie będę.
Ryszard z Paradyża

Komentarze (2)

Zapisz sie do RRS feed tego komentarza
...
0
Dopiero do mnie dochodzi teraz kim jestem. Zaczynam uświadamiać sobie , że jestem DDA. Właśnie zaczynam terapię, na razie krótkoterminową. Będzie to cykl 20 spotkań. Po jej zakończeniu się okaże czy choć trochę uporałam się z demonami przeszłości czy nadal brakuje mi odwagi by wziąść za siebie odpowiedzialność i coś z tym życiem zrobić. Jestem rozchwiana emocjonalnie , do wszystkiego mam ambiwalentny stosunek. Z jednej strony czegoś bardzo chcę jestem zteterminowana z drugiej łatwo wszystko zamienia się w rozpacz desperata. mam nadzieję że znajdę w sobie taki potencjał który zaprowadzi mnie do wyznaczonego celu.
Pozdrawiam wszystkich DDA i trzymam kciuki za pomyślną terapię.
ewunia , listopad 29, 2010
...
0
bqxlox Many smart senior people (un-named because their companies are involved in this snake-oil sale) have confirmed this for me, saying "sentiment analysis software? don't bother",north face jackets www.northfacejacketonline.us 188037
north face jackets , listopad 21, 2012

Napisz Komentarz

smaller | bigger

busy
TOP
FORUM
SKLEP

Czas na wyleczenie
Przewodnik

CENA PROMOCYJNA!
33 zł teraz tylko 25 zł

kup_teraz


Czas na wyleczenie
Podręcznik

CENA PROMOCYJNA!
35 zł teraz tylko 27 zł

kup_teraz

 

Facebook

Nasze strony:

2010-2011 (c) www.dda.charaktery.eu

redakcja | reklama | prenumerata | forum | blogi | sklep