poniedziałek, 03 styczeń 2011 09:55

Boję się otworzyć

Nabieranie zaufania, tak bardzo zawiedzionego w alkoholowej rodzinie, u wszystkich DDA łączy się z dużymi oporami i zwykle zabiera sporo czasu – terapeutka Anna Dodziuk doradza 27-letniej Katarzynie, córce alkoholika,  która dostrzega u siebie problemy z okazywaniem emocji.

Mam 27 lat. Od niedawna chodzę na terapię, miałam już pięć spotkań. Wychowałam się w rodzinie, w której ojciec dużo pił. Kiedy miałam 12 lat wyprowadził się z domu i zostaliśmy we trójkę: mama, starszy brat i ja. Jako dorosła osoba zauważyłam, że mam problemy z emocjami, boję się okazywać złość, nie potrafię mówić o tym, że czyjeś zachowanie mnie rani, nie umiem rozmawiać o swoich potrzebach. Z tego powodu podjęłam terapię. Niestety, nie potrafię się na niej otworzyć. Często nie mówię całej prawdy dotyczącej jakichś trudnych przeżyć, czasami wręcz kłamię, żeby przedstawić coś w lepszym świetle, albo tylko dlatego, że powiedzenie prawdy oznaczałoby przyznanie się do własnego bólu i bezbronności. Towarzyszy mi bardzo silne uczucie, że nie mam prawa mówić o wszystkich trudnych rzeczach, które mnie spotkały ze strony bliskich, bo byłaby to nielojalność z mojej strony.

Myślę, że celem terapii raczej nie jest opowiadanie wygładzonych czy nie do końca prawdziwych historii, ale nie umiem inaczej. Nie potrafię nawet powiedzieć terapeucie, że mam z tym problem, zamykam się w sobie.

Chciałabym to jakoś zmienić, zwłaszcza że obawiam się, że ten mur milczenia czy kłamstwa jest coraz silniejszy i nie rozwiążą tego problemu kolejne spotkania. To nie jest wyłącznie problem oswojenia się z terapią. Rozumiem, że właśnie na tym polega terapia – na rozmawianiu, że to jest takie szczególne miejsce, gdzie można bezpiecznie się otworzyć, ale dla mnie taka rozmowa z psychologiem jest za trudna.

Katarzyna

dodziuk_annaANNA DODZIUK jest psychoterapeutką, superwizorem treningu psychologicznego i psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, specjalistą terapii uzależnień.





Pani Katarzyno,

Opisuje Pani swoją sytuację podczas terapii jasno i wyciąga Pani trafne wnioski: terapia oparta na przemilczeniach nie ma sensu.

A skoro tak, to trudno mi zrozumieć, dlaczego tej wiedzy nie próbuje Pani chociaż w pewnym stopniu wcielić w życie.

Być może przeszkadza w tym Pani wyobrażenie, że możliwa jest jedynie wersja „wszystko albo nic”. Tymczasem nabieranie zaufania, tak bardzo zawiedzionego w alkoholowej rodzinie, u wszystkich DDA łączy się z dużymi oporami i zwykle zabiera sporo czasu.

Dlatego chciałabym Pani zasugerować prosty sposób: wypisanie na kartce listy spraw, o których chciałaby Pani mówić z terapeutą, ułożonych według stopnia trudności, aby można było poruszyć najpierw te łatwiejsze, a w miarę oswajania się – cięższe i budzące większy opór. Niewykluczone, że na opowiedzenie o niektórych w ogóle się Pani nie zdecyduje albo będzie Pani potrzebowała do tego szczególnych warunków, co jest normalne i sensowne. Generalnie w terapii, zwłaszcza w terapii DDA, potrzebna jest cierpliwość i konsekwencja, a także decyzja, której w Pani przypadku nie jestem do końca pewna. Tymczasem główna odpowiedzialność za Pani zdrowienie spoczywa na Pani. Nawet najlepszy terapeuta nic nie poradzi, jeśli woli Pani z pozoru wygodniejsze, lecz dolegliwe pozostawanie w miejscu.

Być może jest jednak tak, że unikając otwartości chce Pani zasłonić jakąś konkretną rzecz, którą boi się Pani powierzyć terapeucie, i że to właśnie ta jedna sprawa blokuje całe Wasze porozumienie. Czy nie jest tak, że obawia się Pani powiedzieć A, żeby B nie powiedziało się samo? Chcę Panią zapewnić, że zwykle podzielenie się tym, co najbardziej wstydliwe, przynosi wielką ulgę. Zachęcam Panią do prób zmagania się ze swoimi oporami przed ujawnianiem w terapii prawdy o swoim życiu i o sobie. To bardzo trudny proces, ale daje dużo pewności siebie, siły i zadowolenia z życia.