poniedziałek, 27 grudzień 2010 10:47

Nie wiem, kim jestem

W dzieciństwie ja i moja siostra miałyśmy osobne pokoje, ładne ciuchy, lalki Barbie i ojca, który wracał z pracy pijany. Czasami trwało to miesiącami. Pieniędzy nie przepijał, więc zawsze miałyśmy co jeść, za to ojciec w amoku niszczył dom, mamę i nas – częściej psychicznie niż fizycznie.
W szkole uczyłyśmy się bardzo dobrze, ale co z tego, skoro przed każdą wywiadówką ze strachu wymyślałyśmy metody uśmiercania siebie, a niekiedy również jego.

Walki w obronie mamy, strach, płacz, bezradność, a później znowu było normalnie... Niedzielny spacer na cmentarz, bo tatuś tak chciał. Mogłyśmy robić to, na co on miał ochotę, mogłyśmy mieć dobry humor i śmiać się, gdy on się śmiał. Marzyłyśmy o ucieczce z domu, o własnych domach, spokoju, szczęściu...

Dziś mam 30 lat. Czas szybko minął, na swojej drodze spotkałam osobę, z którą byłam pięć lat, kupiłam dom na wymarzonej wiosce. Mam wspaniałego psa, pracę, którą lubię. I skłębione myśli, poczucie beznadziejności, strach przed ludźmi. Nie jestem szczęśliwa. Nowe znajomości szybko się kończą. Truję się tabletkami, aby ukarać siebie. Tylko za co jeszcze mam karać siebie, skoro i tak jestem już ukarana? Nie radzę sobie z tym wszystkim. A co z moją siostrą? Ślub, dziecko, mieszkanie, separacja i samotność. Trafiła do lekarza, który tydzień temu stwierdził, że jesteśmy DDA. Ona podjęła terapię. Ja nie wiem, kim jestem.

Weronika

dodziuk_annaAnna Dodziuk jest psychoterapeutą, superwizorem treningu psychologicznego i psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, licencjonowanym psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i specjalistką terapii uzależnień.



Pani Weroniko,


Trudno mi zrozumieć, że nie wie Pani, kim jest. Ojciec miesiącami wracał do domu pijany, niszczył dom i rodzinę, tyranizował Was.

W dodatku Pani siostra jest dorosłym dzieckiem alkoholika. A Pani ma wątpliwości? Rozumiem, że to pytanie jest raczej stwierdzeniem i oznacza, że nie może Pani znieść świadomości, jak straszne było Wasze dzieciństwo i jak głębokie musiało pozostawić ślady.

Wiele osób w podobnej sytuacji obawia się kontaktu z własnym bólem, bo wydaje im się, że czują, iż ten ból ich zaleje, dobije, raz ujawniony pozostanie z nimi na zawsze. Tymczasem skontaktowanie się z własnym cierpieniem i podzielenie się nim z innymi – z terapeutą, z grupą terapeutyczną czy samopomocową – powoduje, że jest go w nas coraz mniej, że zyskujemy nad nim panowanie i możemy zacząć sobie z nim radzić, wykorzystując swoje dorosłe zasoby.

Uzdrawianie musi boleć. Przepraszam za banalne porównanie, ale złogi pozostałe w psychice po koszmarnym dzieciństwie przypominają wrzód: nie ma otwartej rany, ale jest chore miejsce pod powierzchnią, bolące tylko przy dotknięciu, jednak zatruwające cały organizm. Przecinanie boli, oczyszczanie rany jest bardzo przykre, niemniej bez tego proces gojenia nie może się rozpocząć.

Niekiedy ważnym hamulcem przed przyznaniem, że jestem DDA, jest wstyd. Nie do końca rozumiem, dlaczego ludzie wstydzą się tego, że zostali skrzywdzeni – może wpływa na to kult sukcesu, a może to po prostu jedno z uczuć, które zakorzeniło się w psychice w dzieciństwie i nierewidowane tkwi tam do dziś. Warto sprawdzić, czy przypadkiem nie to jest przyczyną Pani dystansu. Jeśli tak, to niech Pani zada sobie dzisiaj pytanie: czy w odniesieniu do swojej przeszłości mam się czego wstydzić?

Najtrudniej zrobić pierwszy krok, do którego oczywiście bardzo Panią zachęcam. Po rozpoczęciu terapii bardzo szybko się okazuje, że cierpienia jest mniej niż w przewidywaniach, że wśród osób o podobnej historii wstyd znika bez śladu, że myśli się porządkują i odbudowuje się zaufanie do ludzi. W procesie zdrowienia stopniowo nawiązują się bliskie związki i rośnie zadowolenie z życia. Dlatego myślę, że nie warto zwlekać.