czwartek, 24 marzec 2011 13:11

W cieniu przeszłości

Marceli odkrył u siebie obajwy DDA: - Teraz, kiedy wiem, że jestem DDA, być może poszukam pomocy i ludzi z podobnymi bolesnymi doświadczeniami. By nikogo już nie skrzywdzić i nie wypuścić z rąk szczęścia, by nauczyć się kochać - napisał w liście do naszej poradni.

Jestem nieśmiały i mam problemy z nawiązywaniem kontaktów. Nie mam dziewczyny, bo z jednej strony pragnę miłości, a z drugiej – strasznie się jej boję. Skrzywdziłem już kilka dziewczyn, ponieważ bałem się wejść w związek. Dwa lata temu poznałem Kamilę i już wtedy wiedziałem, że chcę z nią spędzić resztę życia. Robiłem jednak wszystko, żeby ją odstraszyć i z góry zakładałem, że nam się nie uda...

Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Kiedyś myślałem, że to wina tego, jak w dzieciństwie traktowali mnie rówieśnicy z osiedla i szkoły. Dla większości byłem śmieciem, wyżywali się na mnie psychicznie i fizycznie. Dopiero w technikum poznałem cudownych ludzi, dla których byłem kolegą i przyjacielem.
piątek, 18 marzec 2011 11:33

Wychowany na DDA?

Czy każdy, kto miał w domu przynajmniej jednego rodzica uzależnionego od alkoholu, ma syndrom DDA? Od roku jestem w związku z 36-letnim mężczyzną, którego ojciec był alkoholikiem - pyta 18 -letnia Anna.

Tata mojego partnera był alkoholikiem i hazardzistą. Za to jego mama jest w porządku.

Gdy mój chłopak opowiadał o swoim dzieciństwie, wspominał, że ojciec często przepijał lub przegrywał w karty większą część pensji i mama płakała, bo było bardzo ciężko. Gdy był starszy, w dniu wypłaty jechał na rowerze do pracy ojca i przyprowadzał go do domu, by nie przepuścił wszystkich pieniędzy.
piątek, 18 marzec 2011 11:24

Wychowany na DDA?

Czy każdy, kto miał w domu przynajmniej jednego rodzica uzależnionego od alkoholu, ma syndrom DDA? Od roku jestem w związku z 36-letnim mężczyzną, którego ojciec był alkoholikiem - pyta 18 -letnia Anna.

Tata mojego partnera był alkoholikiem i hazardzistą. Za to jego mama jest w porządku.

Gdy mój chłopak opowiadał o swoim dzieciństwie, wspominał, że ojciec często przepijał lub przegrywał w karty większą część pensji i mama płakała, bo było bardzo ciężko. Gdy był starszy, w dniu wypłaty jechał na rowerze do pracy ojca i przyprowadzał go do domu, by nie przepuścił wszystkich pieniędzy.
poniedziałek, 14 marzec 2011 12:29

Miesiąc bez picia i co dalej

Jak przebiega wychodzenie z nałogu? Czy można skutecznie pokonać uzależnienienie samemu? Czy nałóg można pokonać rozumem? Jaką rolę w leczeniu pacjenta odgrywają jego bliscy? Czy można skutecznie uzdrowić alkoholika, pozostawiając bez pomocy jego rodzinę? Na te i inne pytania odpowiada Lubomira Szawdyn.

Lubomira Szawdyn jest lekarzem psychiatrą, psychoterapeutą uzależnień i prekursorem lecznictwa odwykowego w Polsce. Wykłada na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Prowadzi prywatną praktykę.

Jolanta Białek: – W nałóg wpada się stopniowo. To jest jakiś proces, którego fazy da się dość precyzyjnie wskazać. Czy leczenie z uzależnienia też ma jakieś fazy?


Lubomira Szawdyn
: – Naturalnie. Fazy zdrowienia zależą od celu, do jakiego pacjent dąży. Inaczej to przebiega, gdy pacjent chce żyć w trzeźwości, a inaczej, jeżeli usiłuje tylko zachować abstynencję, bo ona jest zaledwie fragmentem zdrowienia. Zaprzestanie picia i utrzymanie się w abstynencji, to pierwszy okres, który nazywa się dosyć ironicznie honeymoon, miesiąc miodowy. Jest to czas szczęścia, zachłyśnięcia się tym, że się nie pije, satysfakcji z tego powodu.
poniedziałek, 07 marzec 2011 11:10

Wszystko przeze mnie...

Dziadkowie Konrada byli alkoholikami. Jego rodzice są DDA i choć nie piją, ma do nich wiele żalu za sposób w jaki go wychowali. - Czy to, jak traktowali mnie rodzice, może wynikać z faktu, że oboje mieli ojców alkoholików? - pyta Konrad.

Od kiedy pamiętam, w domu zawsze były awantury. Rodzice kłócili się ze sobą, a ja z nimi. Moje życie jest dość skomplikowane i nie chcę wracać do wspomnień z dzieciństwa, jednak ostatnio matka obwiniła mnie o wszystkie niepowodzenia w jej życiu i w naszej rodzinie – powiedziała, że ja jestem jedynym ich powodem.

Teraz myślę o tym cały czas, czuję się winny. Nie mam się komu zwierzyć, nie mam przyjaciół, bo byłem trzymany krótko – miałem siedzieć w domu i uczyć się. Byłem posłuszny, bo chciałem uniknąć kolejnych awantur, czasem jednak nerwy nie wytrzymywały i kłóciłem się z rodzicami.
poniedziałek, 07 marzec 2011 10:30

Wszystko przeze mnie...

Dziadkowie Konrada byli alkoholikami. Jego rodzice są DDA i choć nie piją, ma do nich wiele żalu za sposób w jaki go wychowali. – Czy to, jak traktowali mnie rodzice, może wynikać z faktu, że oboje mieli ojców alkoholików? – pyta Konrad.

Od kiedy pamiętam, w domu zawsze były awantury. Rodzice kłócili się ze sobą, a ja z nimi. Moje życie jest dość skomplikowane i nie chcę wracać do wspomnień z dzieciństwa, jednak ostatnio matka obwiniła mnie o wszystkie niepowodzenia w jej życiu i w naszej rodzinie – powiedziała, że ja jestem jedynym ich powodem.

Teraz myślę o tym cały czas, czuję się winny. Nie mam się komu zwierzyć, nie mam przyjaciół, bo byłem trzymany krótko – miałem siedzieć w domu i uczyć się. Byłem posłuszny, bo chciałem uniknąć kolejnych awantur, czasem jednak nerwy nie wytrzymywały i kłóciłem się z rodzicami.
wtorek, 01 marzec 2011 11:02

Trzy miliony DDA

Czy syndrom DDA to stały zbiór cech, które można rozpoznać u każdej osoby wychowanej w rodzinie alkoholowej? Może się tak wydawać, ale to nieprawda. Ile osób, tyle syndromów DDA. Jedno jest wspólne dla dorosłych dzieci alkoholików: choć ich życie źle się rozpoczęło, może zmieniać się na lepsze, a ślady złej przeszłości nie muszą tworzyć przeznaczenia.

Określenie „syndrom DDA” sugeruje, że jeżeli ktoś jest dorosłym dzieckiem alkoholika, to występuje u niego określony zbiór specyficznych cech lub zaburzeń emocjonalnych. Ta sugestia jest często nieprawdziwa. DDA to nie jest nazwa zaburzenia, tylko stwierdzenie faktu, że ktoś w dzieciństwie wychowywał się w rodzinie, której życie było zaburzone przez patologiczne picie rodzica lub innych opiekunów.

Obserwacje kliniczne profesjonalnych psychoterapeutów oraz solidne badania naukowe pokazują, że wiele zjawisk zaliczanych do syndromu DDA u wielu DDA nie występuje, natomiast zjawiska te nieraz występują u osób, które nie wychowały się w rodzinie alkoholowej. Muszę się jednak przyznać, że pod koniec lat 80. i później sam bardzo przyczyniłem się do popularyzacji nazwy „syndrom DDA” w Polsce. Nie żałuję tego i sądzę, że było to kiedyś bardzo pożyteczne, bo po pierwsze, pomogło upowszechnić różne formy pomocy dla DDA oraz pozyskać publiczne środki na finansowanie tej pomocy. Po drugie, u DDA rozwinęło się poczucie przynależności do wspólnoty obejmującej w Polsce i na świecie ogromną rzeszę ludzi, także osób znaczących społecznie – ze świata kultury, polityki i biznesu. Po trzecie, DDA uwolniły się od deprecjonujących skojarzeń z „marginesem społecznym”.
środa, 16 luty 2011 12:21

Kilku we mnie

Mam 22 lata. Odkąd sięgam pamięcią, w moim domu był problem z alkoholem – mój tata jest uzależniony. Mam też inny problem: jestem transseksualistą, przechodzę właśnie leczenie hormonalne. Nie wiem, jakie moje zachowania wynikają z tego, że jestem DDA, a jakie z transseksualizmu.

Boję się zaufać ludziom. Jest jedna bliska mi osoba, która bardzo mnie kocha... Skrzywdziłem ją wielokrotnie, okłamując, bo bałem się związku. Kłamstwa miały doprowadzić do tego, że ona mnie zostawi i ułoży sobie życie. Tak się nie stało. Pojawiła się znów w moim życiu, a ja nie wiem, co robić, nie wiem, czy potrafię kochać. Tata chodził na terapię, ale przerywał ją. Kłócił się z mamą, czasem ją uderzył.

Moja siostra po ukończeniu 18 lat uciekła z domu do chłopaka. Bardzo to przeżyłem, bo była dla mnie wsparciem. Zostałem sam i staraliśmy się z mamą wspierać nawzajem. Nadal boję się taty. Walczę o jego miłość, choć przecież mi ją okazuje. Odkąd dowiedział się o moim transseksualizmie, staliśmy się sobie bliżsi w pewien sposób, ale gdy tata zalicza ciągi alkoholowe, to wypomina mi to, że mnie zaakceptował, a ja mu wytykam, że pije. Bardzo mnie to boli. Boję się taty, a jednocześnie bardzo go kocham i potrzebuję. Kilka lat temu uciekałem od problemów w domu do świata wyimaginowanego.
poniedziałek, 14 luty 2011 08:49

Uczenie się bliskości

Niezależnie od tego, w jakiej rodzinie się wychowywaliśmy mamy prawo czuć się kochani, mamy prawo, by angażować się i doświadczać dobrej bliskości, otwartości i intymności, mamy prawo do szczęścia we dwoje.

W rodzinie uczymy się, w  jaki sposób mamy odnosić się do innych, by nasze potrzeby były zaspokojone. Uczymy się bliskości na różne sposoby.

Po pierwsze, przez skojarzenie – bliskość to to, czego doświadczam w kontakcie z najbliższą mi osobą. Jeśli bliska mi w dzieciństwie osoba była kochająca, ale nieobecna (np. ze względu na nadmiar obowiązków), to najprawdopodobniej zakocham się w partnerze, przy którym będę czuła się kochana, ale samotna. Jeśli moi rodzice nadmiernie mnie kontrolowali, prawdopodobnie takie zachowanie partnera kojarzyć mi się będzie z troską i bliskością.
Strona 5 z 14